Moje odchudzanie #1 – pierwsze efekty

Pierwszy wpis o odchudzaniu nie będzie należał do najłatwiejszych do napisania. Pisząc te słowa dalej nie wiem czy przyznać się do swojej wagi, czy może zaczekać, ale w sumie nie do końca wiem na co… 😉 Już wiele razy chciałam zacząć pisać bloga o odchudzaniu, pokazywać swoją metamorfozę, bloga tworzyłam, ale ani razu nie napisałam posta o postępach, nawet jeśli były, bo ciągle uważałam, że ważę za dużo, że “co ludzie powiedzą”. Starałam się pokazać, że jestem lepsza niż jestem. Takim postępowaniem nic nie osiągnęłam, jedyne co zyskałam, to kolejne kilogramy. Dodatkowo większość starych wpisów trafił szlag. Więc jeśli i tak zaczynam od nowa, to może warto inaczej. 😉

Dwa tygodnie temu postanowiłam, że przestanę ważyć się codziennie. Zapisałam swoją wagę, zmierzyłam się tu i ówdzie, powtórzyłam tę czynność po tygodniu i dziś. Dzięki temu oszczędziłam sobie załamań związanych z chwilowymi wzrostami wagi (zatrzymywanie wody przed miesiączką), a za to miałam większą motywację do trzymania się postanowień i dzięki temu dziś mogę dostrzec już pierwsze efekty. 🙂

Przez te dwa tygodnie trzymałam się pewnych zasad, nie było lekko, ale nie było też wyjątkowo ciężko. 😉 Moje  jadłospisy można obserwować na moim insta-story (ostrzegam – daleko im do ideału). Jak na razie plan jest taki, że trzymam się dalej zasad, dodaję tylko aktywność fizyczną. A więc co takiego robiłam przez te 2 tygodnie?

  1. Poranne nawadnianie – rano, zaraz po przebudzeniu woda z octem jabłkowym, mam uczulenie na cytrusy dlatego nie piję wody z cytryną.
  2. Śniadanie około 11.00 – nie jem śniadania zaraz po przebudzeniu, bo chcę, żeby przerwa w spożywaniu posiłków (czyli od kolacji do śniadania) była możliwie jak najdłuższa, to ma duże znaczenie w przypadku osób z insulinoopornością.
  3. Na śniadanie jem prawie zawsze to samo – jajecznica z 2 jaj, 2 male tosty, około 1/2 awokado i plasterek żółtego sera, taki posiłek spokojnie trzyma mnie przez kolejne 3 godziny (tak, jeszcze mi się, nie znudziło 😉 )
  4. Posiłki co 3-4h – dla mnie są to optymalne przerwy, ale wszystko zależy od organizmu.
  5. Stałe godziny posiłków –  staram się jeść posiłki o podobnych porach, prowadzę w miarę regularny tryb życia, mam przerwę w pracy zawsze o tej samej godzinie, więc wystarczyło zaplanować sobie co i o której będę jeść.
  6. Po 21.00 staram się nic nie jeść – przed 21.00 wracam zazwyczaj do domu z pracy, więc jem wtedy kolację, jeśli wracam później to kolacja się przesuwa, ale zdarza się to rzadko.
  7. Jem zdrowe słodycze – wiedziałam, że nie dam rady wyeliminować słodyczy, więc zastąpiłam je zdrowszymi wersjami, tworzyłam je sama lub kupując zwracałam uwagę na to ile mają w składzie cukrów prostych i wybierałam te z najmniejszą ich ilością (jeśli kupowałam jakieś gotowe posiłki typu pizza, kierowałam się ta samą zasadą).
  8. Sporo produktów białkowych i tłuszczowych, mało węgli – na śniadanie awokado, jajecznica, obiad makaron z groszku z dodatkami, podwieczorek jogurt i orzechy.
  9. Suplementy – witamina D3, chrom, magnez, żelazo, plus suplementy na włosy (jak na standardowe pcos przystało, włosy leciały mi kiedyś jak szalone, dziś jest bajka, połowa odrosła).
  10. Płyny – herbatki ziołowe, owocowe, woda, powinnam napisać ten punkt na samym początku, bo odpowiednia ilość płynów to na prawdę istotna sprawa.

Całkiem sporo wyszło mi tych zasad, 😉 większość z nich miałam wprowadzone wcześniej, ale uważam, że na prawdę mi pomagają w mojej walce, dlatego postanowiłam je umieścić. A teraz czas na efekty 😀 nie są spektakularne, ale są i jestem z nich dumna. 🙂 Mam nadzieję, ze za następne 2 tyg. będę mogła podzielić się z wami kolejnymi. 😉 Pomiary mogą być niedokładne, bo mierzę się zwykłym centymetrem krawieckim (szczególnie uda, łydki, ramiona), ale będzie można zweryfikować to dopiero po kilku tygodniach. Zobaczcie jak niewielka jest różnica w kilogramach, a jak duża w centymetrach – warto się mierzyć. 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *