Moje odchudzanie #2 – to już miesiąc :)

Szczerze mówiąc myślałam, że po miesiącu będę miała czym się pochwalić, ale życie bywa przekorne. Przez miesiąc schudłam 0,5 kilograma. 😛 Przy tam małym spadku wagi o dziwo są efekty w centymetrach. 😀 Największy sukces to biodra, zmniejszyłam się tam aż o 4 cm. 🙂 Dziś opowiem Wam głównie o tym jak wygląda mój jadłospis na co dzień. 

Ostatnio pisałam, że chcę wprowadzić aktywność fizyczną i tak też się stało, nawet wykupiłam karnet na siłownię. 😉 Przy czym nie szalałam jakoś za bardzo. 😛 Trochę kardio, trochę jogi, powolutku. 😉 Patrząc na to z boku można by powiedzieć, że mi nie zależy, a tak na prawdę zależy mi bardzo, ale nie chcę się wypalić, bo nie raz już tak było, że zapalałam się jak lampki na choince, a po dwóch tygodniach nie było już we mnie żadnych chęci do ćwiczeń, ani do diety… 🙁 Tak więc powoli, teraz bardziej zależy mi na moim zdrowiu, wyrobieniu nawyków i przyzwyczajeń, które zaowocują w przyszłości. 🙂

W ciągu tego miesiąca w nawyk weszło mi jedzenie 5 posiłków – 3 większych i 2 przekąsek. Śniadanie jem o 11 (tosty z awokado i serem + jajecznica) – tuż przed wyjściem do pracy, a kolację o 21 tuż po powrocie z pracy (ech, wszystko kręci się wokół tej pracy 😉 ). Obiad jem o 16, zazwyczaj jest to makaron z groszku z warzywami. Drugie śniadanie – 13.30 – to Day Up Pearls, swoją drogą to odkrycie ostatnich dni. Ta przekąska zaspokaja moje zapotrzebowanie na słodycze, chwilowo jestem nią zachwycona. 🙂 Podwieczorkiem do tej pory był jogurt bez laktozy i orzechy albo jakieś owoce, które zjadałam o 18.30. Kupowałam jogurty bez laktozy, bo po produktach mlecznych dostawałam niemiłych dolegliwości ze strony układu pokarmowego, więc byłam przekonana, że to nietolerancja laktozy. Teraz boję się, że to jednak nietolerancja, ale na białka mleka krowiego. Chwilowo wyeliminowałam wszystkie produkty z mleka krowiego z diety, a w styczniu wybiorę się na badania, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie jest to jakaś inna dolegliwość. Więc na podwieczorek zostały mi same orzechy i owoce. 😛 Niepotrzebnym odstawianiem pewnych grup produktów można zrobić sobie tylko krzywdę, chwilowo mleko zastępuje mleczkiem kokosowym, a sery z mleka krowiego serami kozimi (kocham sery kozie 😉 ). Jedynym posiłkiem, na który nie jem w kółko tego samego 😉 jest kolacja. Nie do końca mam na nią pomysł. Ostatnio wymyśliłam sobie, że będę jeść na nią ryby, a dziś wpadłam na pomysł, że będzie to owsianka na mleku kokosowym. Finalnie pewnie będzie to owsianka z rybami. Żartuję oczywiście. 😉 Myslę, że będę jeść je po prostu wymiennie. Wtedy gdy będę mieć ochotę na coś słodkiego – owsiankę, gdy coś bardziej treściwego i na ostro to ryby.

Jak można jeść w kółko to samo? Można. 🙂 Wszystko co jem nieziemsko mi smakuje. Oczywiście zdarzają się dni, kiedy mam ochotę na całkiem coś innego i na śniadanie zamiast jajecznicy zjem rybę, ale zazwyczaj tego samego dnia, na kolację mam ochotę na jajecznicę. 😉 Czasami wychodzę ze znajomymi zjeść coś do restauracji i nie mogę wtedy żądać żeby ktoś przygotował mi to co zazwyczaj jem… Czasem sama z siebie mam ochotę na pizzę albo sushi i też się przed tym nie powstrzymuję. Oczywiście nie zdarza się to codziennie, bardziej raz, dwa razy w tygodniu, wtedy takim posiłkiem zastępuje obiad. Wszystko można, tylko z głową. 😉 Nadmierne ograniczanie i powstrzymywanie się przez zjedzeniem tego na co ma się ochotę zazwyczaj kończy się efektem odwrotnym, którego konsekwencją jest efekt jo-jo. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *