Jak nie napisać pracy magisterskiej w 3 lata

Mogłoby się wydawać, że NIEnapisanie pracy magisterskiej w trzy lata to pikuś. W końcu wystarczy jej nie pisać, nie myśleć o niej i ogólnie olać sprawę. No tak, to by było bardzo proste, dla mnie za proste. 😉 Ten temat wywołuje we mnie tyle emocji, że nawet jak zaczynam pisać ten post – to mi się odechciewa pisać cokolwiek i muszę wmawiać sobie, że jestem jak kwiat lotosu na jeziorze za każdym razem gdy o tym wszystkim myślę. 😉

Gdy zaczynałam pisać magisterkę, nie zdawałam sobie sprawy, że moja podświadomość podjęła decyzję, że jednak nie chcę jej napisać. Pisać – owszem, raz na jakiś czas zajrzeć, przeczytać, dopisać, połudzić się, że “tym razem to już na pewno to skończę”. Nie wiem ile razy do niej zasiadałam, tak do magisterki się ZASIADA, 😛 drukuje się ostatnią zapisaną wersję, czyta się, wprowadza się poprawki… nawet jak o tym piszę robi mi się słabo, wręcz zbiera mi się na wymioty, dlaczego? Otóż… Popełniłam kilka błędów.

Pierwszym i podstawowym błędem było to, że wybrałam promotora, a nie temat pracy. Z promotorem pracowało mi się baaaardzo dobrze podczas tworzenia pracy inżynierskiej, dlatego jeszcze zanim zostały wypuszczone tematy pobiegłam do pani Marzeny i ogłosiłam, że chcę pisać u niej swoją magisterkę. Potem czekałam na temat. Dostałam temat. Na początku stwierdziłam, że ok, był bardzo podobny do tematu inżynierki, dam radę i szybko się uwinę, ale… Okazało się, że moje wyobrażenia o tym co powinno się znaleźć w tej pracy nie do końca są zgodne z tym co myśli mój promotor. 😛 Zaczynałam poprawiać, dopisywać, ciągle było coś nie tak… Temat zaczynał mnie nużyć. Dobijało mnie to, że ciągle muszę poprawiać to samo i że ciągle piszę przegląd literatury…

Chciałam wszystko zrobić super extra dobrze i dziś żałuję, że nie zrobiłam tego na odwal się, bo czy idealnie czy beznadziejnie – i tak promotor będzie miał zastrzeżenia 😉 taka jego praca. 🙂 I to jest właśnie drugi błąd – chęć napisania idealniej pracy magisterskiej. Po pierwsze, zawsze znajdzie się ktoś, kto coś by gdzieś dopisał, albo przekreślił, a po drugie… przecież to przeczyta góra 3 osoby. Ja, promotor i recenzent. Nie wiem po co chciałam pisać pracę na piątkę. 😛 Tym bardziej, że dziś już wiem, że tytuł magistra nie jest mi w życiu potrzebny, a przynajmniej na ten moment…

Jest jeszcze jeden, karygodny błąd, który popełniłam. Gdy już dostrzegłam, że nienawidzę tematu swojej pracy magisterskiej – mogłam go zmienić. Zastanowić się przez tydzień, góra dwa i podjąć decyzję. Bardzo chciałam to zrobić, ale wszyscy mówili mi, ze nie warto, bo już się przecież tyle napracowałam, szkoda mojej pracy. Tak na prawdę to mogę dziś tylko gdybać i mieć pretensje do siebie, że słuchałam nie siebie tylko innych, bo to przecież moje życie i teraz ja cierpię…

Po co napisałam ten post? Żeby Was ostrzec. 😉 Może dzięki tym słowom ktoś uniknie moich błędów. Szczerze mówiąc napisanie tego posta zadziałało na mnie trochę oczyszczająco. Nabrałam sił i spojrzałam z dystansem na PROBLEM, o którym piszę. 😉 Przejście przez tę mękę i jej zakończenie jest moim postanowieniem na nowy rok. Trzymajcie kciuki. Mam nadzieję, że znajdę w sobie tyle siły, żeby uporać się już z tym tematem. Piszcie jak Wy poradziliście sobie z magisterką, albo innymi projektami, które spędzały Wam sen z powiek, z chęcią skorzystam z Waszych porad. 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *